Filed under: Zgryźliwie
Choć na komodzie
Od lat stał słój szklany uroczyście
I chociaż co dzień
Zdawał się wieść życie przezroczyście,
Ten cud w przyrodzie,
Co dla rozumu był jak obraza,
Jak ryba w wodzie
Utonęła, niechętnie pokazał
Za późno o dzień.
Filed under: Zgryźliwie
Gladiola bez koloru,
Minestrone bez smaku,
Eau de cologne bez zapachu,
Bóg bez transcendencji,
Śmietnik bez odoru,
Miasto bez guana ptaków,
Koniec bez metra piachu,
- Dowody naszej twórczej impotencji
Filed under: Zgryźliwie
Znowu za dnia płakała
Z tęsknoty za aniołem
Stróżem, kiedy szła, łkała
I wtedy, gdy chowała
Załamane, pod stołem,
Ręce, bo już wiedziała:
Co dać miała, co dała.
Gdy toczyła się kołem,
Wtedy też rozpaczała.
Filed under: Zgryźliwie
Hodował człowiek smutek z poświęceniem
Z ziarna rozczarowania nabytego
Na przednówku, w chandrze jak w ziemi, w cenie
Litościwie dodanej do niego.
Hodował człowiek smutek, zadziwiony
Patrzył jak porastają szczelnie ego
Pędy beznadziei i zbierać plony
Jął na klęczkach, by nie zdeptać rozpaczy.
Filed under: Zgryźliwie
Śmierć to była godna:
Spełniono ostatni toast do dna,
Widziano, słyszano,
Oddech na chwilę wstrzymano,
Godnie umierało
Na Twych rękach co noc ciało.
Filed under: Zgryźliwie
W torbie z lekami trzymałam awizo,
By mieć je pod ręką w nagłej potrzebie,
Gdy już stawię czoła codziennym quizom
I w samotności zabraknie mi siebie.
W skrzynce na listy, co na płocie wisi,
Wieki temu listonosz je zostawił.
Wzrok miał przebiegły oraz uśmiech lisi,
Jak człowiek, co się innych kosztem bawi.
Tępym ołówkiem namazał niedbale:
“Nadzieja – Musi być pokwitowana!”
Ale złośliwie nie napisał wcale,
Że przesyłka może być odesłana.
Filed under: Zgryźliwie
Kiedy poeta wraca ze służbowej podróży,
Serce rozdarte wiesza tuż obok etoli
Żony swojej, a ten czas bez niej mu się dłużył,
Gdy wspominał, jak ładnie ona zupę soli.
Kiedy poeta wraca w domowe pielesze,
Po pięknym pokazie oswajania metafor,
Jak górnicy kilofy, jak kmiecie lemiesze,
Kładzie pióro w składziku obok strof i safon.
Kiedy poeta przestaje być przeklęty,
Pod wieczór, ale zanim spożyje kolację
Znów zada sobie pytanie po raz enty:
Miłość do kapci uznać za fakt czy dewiację?
Filed under: Zgryźliwie
Pewien poeta zranił rzeczywistość tuszem,
Rozdzierając publicznie na strzępy swą duszę.
Dźgał długopisem (szlachetniej byłoby piórem…)
Przeszłość, teraźniejszość i nieznaną futurę.
Niebieska krew płynęła z ran kartce zadanych,
Aż poczuł się biedak bardzo wyczerpany.