rymopisarstwo


Mętna woda wspomnień
16 Maj, 2007, 12:36 pm
Filed under: Zgryźliwie

Choć na komodzie
Od lat stał słój szklany uroczyście
I chociaż co dzień
Zdawał się wieść życie przezroczyście,
Ten cud w przyrodzie,
Co dla rozumu był jak obraza,
Jak ryba w wodzie
Utonęła, niechętnie pokazał
Za późno o dzień.



PAT
16 Maj, 2007, 12:33 pm
Filed under: Zgryźliwie

Gladiola bez koloru,
Minestrone bez smaku,
Eau de cologne bez zapachu,
Bóg bez transcendencji,
Śmietnik bez odoru,
Miasto bez guana ptaków,
Koniec bez metra piachu,
–- Dowody naszej twórczej impotencji



Empatia
16 Maj, 2007, 12:32 pm
Filed under: Zgryźliwie

Znowu za dnia płakała
Z tęsknoty za aniołem
Stróżem, kiedy szła, łkała
I wtedy, gdy chowała
Załamane, pod stołem,
Ręce, bo już wiedziała:
Co dać miała, co dała.
Gdy toczyła się kołem,
Wtedy też rozpaczała.



Ogrodnik
16 Maj, 2007, 12:32 pm
Filed under: Zgryźliwie

Hodował człowiek smutek z poświęceniem
Z ziarna rozczarowania nabytego
Na przednówku, w chandrze jak w ziemi, w cenie
Litościwie dodanej do niego.

Hodował człowiek smutek, zadziwiony
Patrzył jak porastają szczelnie ego
Pędy beznadziei i zbierać plony
Jął na klęczkach, by nie zdeptać rozpaczy.



Epitafium
16 Maj, 2007, 12:00 pm
Filed under: Zgryźliwie

Śmierć to była godna:
Spełniono ostatni toast do dna,
Widziano, słyszano,
Oddech na chwilę wstrzymano,
Godnie umierało
Na Twych rękach co noc ciało.



Awizo
16 Maj, 2007, 11:58 am
Filed under: Zgryźliwie

W torbie z lekami trzymałam awizo,
By mieć je pod ręką w nagłej potrzebie,
Gdy już stawię czoła codziennym quizom
I w samotności zabraknie mi siebie.

W skrzynce na listy, co na płocie wisi,
Wieki temu listonosz je zostawił.
Wzrok miał przebiegły oraz uśmiech lisi,
Jak człowiek, co się innych kosztem bawi.

Tępym ołówkiem namazał niedbale:
“Nadzieja – Musi być pokwitowana!”
Ale złośliwie nie napisał wcale,
Że przesyłka może być odesłana.



Delegacja
16 Maj, 2007, 11:57 am
Filed under: Zgryźliwie

Kiedy poeta wraca ze służbowej podróży,
Serce rozdarte wiesza tuż obok etoli
Żony swojej, a ten czas bez niej mu się dłużył,
Gdy wspominał, jak ładnie ona zupę soli.

Kiedy poeta wraca w domowe pielesze,
Po pięknym pokazie oswajania metafor,
Jak górnicy kilofy, jak kmiecie lemiesze,
Kładzie pióro w składziku obok strof i safon.

Kiedy poeta przestaje być przeklęty,
Pod wieczór, ale zanim spożyje kolację
Znów zada sobie pytanie po raz enty:
Miłość do kapci uznać za fakt czy dewiację?



Poeta
16 Maj, 2007, 11:25 am
Filed under: Zgryźliwie

Pewien poeta zranił rzeczywistość tuszem,
Rozdzierając publicznie na strzępy swą duszę.
Dźgał długopisem (szlachetniej byłoby piórem…)
Przeszłość, teraźniejszość i nieznaną futurę.
Niebieska krew płynęła z ran kartce zadanych,
Aż poczuł się biedak bardzo wyczerpany.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.