Filed under: Ot tak
Zapraszam do czytania na
Filed under: Ot tak
Więc co pozostanie,
Gdy nie nazwę z przejęciem
Tego zmarwychwstaniem
A zwyczajnym rżnięciem…
Filed under: Ot tak
Przymierzałam go do swojego życia,
Z rana uważnie do wspólnego picia
Kawy, przed zmierzchem do herbat sączonych,
Do smakowania wierszy zaznaczonych
Na czas, gdy samotność będzie się dzielić,
Zwyczajnie, na co dzień, nie od niedzieli,
I do szczoteczki jego autonomii,
Kiedy o niepodległości zapomni,
Zasypiając w tym samym kubku białym.
Było miejsce na poduszce dla głowy,
Na półce dla książek najmniej połowy,
Ale zabrakło krzesła przy tym stole,
Gdzie pijałam ze sobą kawę au lait.
Filed under: Ot tak
Wzięła na spacer kłopoty uwiązane
Na krótkiej smyczy, powrozie smutku,
Gdy w przód wybiegały, ciągnęły w nieznane,
Czasem cicho szły za nią i powolutku.
Gdy szarpać się przestał z zajadłą rozpaczą,
Złapać ją zdołał w czarnych myśli pułapki,
Nie dbając, co na jej dnie inni zobaczą,
Drzwi głośno zatrzasnął i wybiegł bez czapki.
Tam na ulicy, tuż za pierwszym zakrętem
Jej smutki, rozpacz jego, wpadły z impetem
Na siebie, budząc lustra wystawy śnięte,
Poszły, prowadząc mężczyznę i kobietę.
W parku bonsai jesień się kończy z fasonem
Ze smutkiem na twarzy, z przewianym uchem
I liście spadają strącone ogonem
Kota polującego na senną muchę.
Filed under: Ot tak
“Dotknęłam śmierci” cicho powiedziała.
Przez moment świat się nad nią pochylił
Zdumiony wielce, bliscy blisko byli,
Stworzyli dla niej z rąk ciepłych oazę.
Gdy zechce zaistnieć następnym razem,
Czy ma powiedzieć, że zmartwychwstała?
Pokochałabym całą sobą,
Gdybyś stał za mną wygłodzonych
Oczu spojrzeniem uczepiony
Progu mych włosów całym Tobą.
Zachłysnęłabym się milczeniem
Gęstym jak letni miód lipowy,
Wychodząc naprzeciw gotowym
Rękom Twym znudzonych uśpieniem.
Iskra pobiegnie po pleców paciorkach,
Gdy ujrzę, jak mrocznieją ci źrenice,
I, rzecz niebywała przy zwykłych wtorkach,
Zostanę, zamiast uciekać w panice.
Iskra pobiegnie po pleców paciorkach
Nanizanych rzędem na pożądanie
Zagubię się całkiem w środach i wtorkach
I wszystkich kolacjach ze śniadaniem.
Iskra pobiegnie po pleców paciorkach,
Tuż za ustami pielgrzymującymi
Mieszkać odtąd będzie w myśli pachworkach,
Tęskniąc bez przerwy za dłońmi Twoimi.
Ja, wojowniczka w pełnym rynsztunku,
Polowałam właśnie na tygrysa.
Gdy aksamitny motyl pocałunku
Tak znienacka na mojej szyi przysiadł.
I poczułam pod pancerzem drżenie,
Cień bólu i jeszcze obietnicę,
Co niechcenie zmienia w nienasycenie,
Oczywistość zaklina w tajemnicę.
Byłam swoim nagim ciałem drżącym,
Tobą w sobie, mną i absolutem
I powietrzem spełnieniem wibrującym,
Galateą stworzoną mistrza dłutem.
Filed under: Ot tak
Kłusem biegasz za godzinami,
Fantazmatom dając się mamić,
Wszystkim “trzeba”, “powinnam”, “muszę”,
Stu sposobom, by zgubić tuszę,
Na zmarszczki cudownej formule,
Poradnikom “Jak kochać czule”,
Niższym kosztom i bielszej bieli,
Domowi zaś szepcą anieli:
Ciasta na bochen codziennego chleba
Zagnieść by z miłości i ciszy trzeba,
Utkać co gości witają chodniki
Z przędzy spokoju, bez nitek paniki,
Poczuć jak w wieczór południe się zmienia,
Zieleń zachodzi we wszystkich odcieniach,
Jak na werandzie sny pachną lawendą,
Gdy dobre duchy czuwać w sieni będą.
Filed under: Ot tak
Jak lew potrząsa groźnie wyliniałą grzywą
Chwila opuszczona nad zimną, gorzka kawą,
Z uwagą czekam w zamknięciu splątanych ramion
Na drżenia uśmiechów, codziennych, świętych ikon.
Dam się obłąkać słowom zapomnianych wierszy,
Co jak oswojone koty przypadną do nóg
Martwego stołu, na którym się zachybocze
Filiżanka z kruchej porcelany moich snów.